Sponsorzy

Coca-Cola
Biotherm Homme

Aktualności / Rage-Race 2008 - relacja

Po zeszłorocznym debiucie, zakończonym wielkim sukcesem, edycja 2008 w pełni wyjaśniła, co kryło się pod hasłem "Expect The Unexpected". Rzeczywiście można było spodziewać się nieoczekiwanego, bowiem na uczestników czekało wiele zwariowanych zadań, które sprawdzały czy Rage-Racerzy mają jaja, oczy dookoła głowy, szósty zmysł i kobiecą intuicję.

Czym jest Rage-Race?

Rage-Race to największy w Polsce event motoryzacyjny, w którym uczestnicy poruszają się po całym kraju, wykonując szalone zadania, za które otrzymują punkty. Czysta idea Gran Turismo - dwie osoby plus minimalny bagaż, setki kilometrów do pokonania, samochód, z którym pasażerowie czują jedność, wzbogacone o imprezowe i rozrywkowe bonusy. Kilkadziesiąt zadań do wykonania, od poszukiwań "faceta w łódce", po ekstremalny wyścig na 1/4 mili z pozostałymi uczestnikami. Tutaj liczy się każda sekunda, ale w ogólnym rozrachunku Rage-Race liczą się tylko punkty otrzymane za zadania.

Rage-Race to miejsce dla największych fanów motoryzacji, spędzania czasu w rytmie muzyki w najlepszych klubach w Polsce, zwariowanych zadań, wymagających kreatywności, przełamywania lęku, strachu oraz rzucania się w wir nowych doświadczeń.

Dzień 1 - 16 lipca Start w Warszawie - Złote Tarasy - Hard Rock Cafe - Przejazd

Tego dnia stołeczny hałas dobiegający z gmachu znajdującego się przy ulicy Wiejskiej został zagłuszony przez dźwięk 50 najlepszych samochodów w Polsce, które przyjechały z najbardziej oddalonych zakątków kraju, aby wziąć udział w najbardziej prestiżowej imprezie motoryzacyjnej w Polsce. Około godziny 18 warszawskie Złote Tarasy zaczęły zapełniać się egzotycznymi samochodami. Przed Hard Rock Cafe, w którym odbyło się uroczyste otwarcie Rage-Race 2008 na fanów motoryzacji czekały 3 Ferrari jednego ze sponsorów eventu - w barwach Martini Racing, oraz przedłużony Hummer limuzyna (prawie 8 metrów). Jednak prawdziwa uczta najpiękniejszej motoryzacji czekała na -3 poziomie parkingu Złotych Tarasów. Proporcjonalnie do ilości stale przybywających uczestników i zaproszonych gości, przybywało również kibiców, którzy przy każdorazowym przyjeździe supersamochodów takich jak Ultima GTR, Ferrari F430 Spider, Aston Martin Vanquish, czy słynnych Mercedesów teamu "Batman" SL65 AMG oraz 63AMG Black Series w pośpiechu wyjmowali telefony komórkowe, aby zrobić zdjęcia imponującym samochodom. Gdy w garażu zaparkowano ponad 2000 KM na górze w Hard Rock Cafe w towarzystwie takich znanych uczestników jak Jerzy Dziewulski (Ultima GTR/Ariel Atom), Przemysław Saleta(Nissan Navara Dental Excellence), Agnieszka Szulim, Adam Badziak (Dodge Ram SRT10 ) czy Vito Casetti (Ferrari 360 Modena Martini) rozpoczęto tegoroczną edycję Rage-Race. Mały bankiet Martini trwał równocześnie z rytualnym obrandowywaniem samochodów naklejkami sponsorów i numerami startowymi.

Gdy wszystkie samochody były gotowe do jazdy, pojazdy wraz z towarzyszącymi Smartami Rage-Race Staff uroczyście przejechały w kolumnie, głośno pokazując Warszawie, że Rage-Race 2008 czas zacząć! Jednak już podczas pierwszego przejazdu - jak to w Rage-Race - nie obyło się bez przygód. Otóż, najmniejszy tegoroczny pojazd Polaris Ranger na jednym z zakrętów pożegnał się z jednym z kół i postanowił wywinąć mały piruet. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, a wyjątkowo sprawna ekipa serwisowa Polarisa zdążyła do następnego dnia całkowicie usprawnić równie niepozornego co zaskakującego malucha.

Dzień Drugi - 17 lipca Park Rydza-Śmigłego

Drugiego dnia Rage-Racerzy nie mieli łatwo, bowiem już o 8 rano w Parku Rydza-Śmigłego zaplanowany był start trasy Rage-Race 2008. Zgodnie z charakterem imprezy - aż do ostatniej chwili ukrywano plan trasy, a właśnie stąd należało odliczać 2500km, które załogi miały przed sobą. W towarzystwie Zastępców Burmistrza dzielnicy Warszawa-Śródmieście - Marcina Rzońcy, Piotra Królikiewicza oraz Przewodniczącego Komisji Kultury i Sportu Przemysława Zająca uroczyście wystartowano pierwszy samochód Mercedes CL500 Rudy102, którego załoga w otrzymanym Roadbooku sprawdziła, że pierwszym celem do, którego mają zmierzać jest ...

Góra Kalwaria

Checkpoint zlokalizowany w Górze Kalwarii, przy którego organizacji pomogły lokalne władze, pomógł się rozbudzić uczestnikom, którzy za zadanie mieli trafić wodą z węża strażackiego w określony punkt, lub bezbłędnie wypełnić druk urzędowy zezwalający na podcięcie kwiatka w ogródku sąsiada...

Lotnisko Ryki k/ Ułęży

Po pobudzającym szare komórki zadaniu w Górze Kalwarii na celowniku znalazł się największy punkt dnia lotnisko w Ułęży k/Ryk. "Ryki silników" to zadanie, które składało się z trzech mniejszych, lecz równie ważnych zadań do wykonania. Pierwszym z nich było rozwiązanie krzyżówki... trzymając się pleców drugiego zawodnika podczas zuchwałej, szybkiej i terenowej jazdy na quadzie. Po zasmakowaniu błota na uczestników czekał wyścig na 1/4 mili z towarzyszącym samolotem. Niestety w wyścigu na 1/4 mili nie mógł wziąć udziału ekstremalnie sportowy Ariel Atom, który po drodze złapał gumę, a która prowizorycznie naprawiona u wulkanizatora nie dawała gwarancji bezpieczeństwa. Po zaliczeniu zadania prędkościowego na pozornie dużym placu manewrowym oczekiwał wielki TIR, który po wejściu na pokład, dokładnie weryfikował naszą błędną ocenę wielkości placu manewrowego. Po wykonaniu motozadań roadbook wskazywał Wojciechów jako kolejny punkt kontrolny.

Wojciechów

"Ciągnięcie druta", czyli zadanie, które swą dwuznaczną nazwą wzbudziło niepokój w uczestnikach w rzeczywistości okazało się sprawdzeniem techniki i siły w dłoni... Pan Roman Czerniec - miejscowy mistrz kowalstwa, zaprezentował o co chodzi w zadaniu i to co w jego wykonaniu wyglądało na bułkę z masłem, uczestnikom sprawiło wiele problemów. Otóż, uderzanie z całej siły młotem kowalskim o rozgrzany do czerwoności drut, tak aby w ciągu 30sekund wydłużył się jak najbardziej zdecydowanie nie należało do łatwych zadań. Oj tak, młot był cięższy niż się wydawało...

Zalew Zemborzycki

Po parzącym zadaniu w Wojciechowie, należało schłodzić się nad Zalewem Zemborzyckim. Tam znajduje się najdłuższy w Polsce oraz jeden z nielicznych w Europie wyciąg nart wodnych oraz urocza restauracyjka Pani Eli. Rozgrzany drut w poprzednim zadaniu był naprawdę gorący, dlatego zapewniliśmy możliwość poważnego odskoczenia w drugą stronę skali zarówno temperaturowej jak i mokrości. Dobrze wiemy, że Rage-Racerzy w samochodach czują się jak ryba w wodzie, więc czas sprawdzić jak owe ryby czują się w prawdziwej wodzie. Do dyspozycji był orczyk oraz.... inwencja własna! Należało przepłynąć, prześlizgać się jak najdłuższą odległość w akwenie - każda minięta boja to punkty! Przejazd na śledzia na pewno zostanie na długo w pamięci!

Kraśnik

W tak zwanym między czasie, w drodze na kolejny punkt, odwiedziliśmy Kraśnik, gdzie na murawie miejscowego stadionu piłkarskiego, sprawdziliśmy teorię, o domniemany geniuszu naszego narodu w strzelaniu "goli". Okazało się, że rzuty karne wychodzą nam całkiem nieźle.

Sandomierz

Zahartowani gorącem, mokrym chłodem i sportowa nutą zawodnicy powzięli na cel miasto Sadomierz. To piękne miasto, dzięki uprzejmości Burmistrza, otworzyło swoje podziemne lochy na przygody dla uczestników tegorocznej imprezy. W plątaninie podziemnych korytarzy, niczym w labiryncie, należało znaleźć pieczęcie, które umożliwiały bezpieczne i szybkie wyjście oraz zdobycie punktów.

Kolejnym checkpointem po Sandomierzu był Gród Kraka - Kraków, jednak zanim zawodnicy mogli posłuchać Hejnału musieli przemierzyć doń drogę. Oczywiście, jak to w Rage-Race nie mogła być to zwykła przejażdżka, bo obok wytężania uwagi na dość dziurawej drodze, należało rozwiązać rebus drogowy.

Kraków

Do Krakowa załogi przybywały przez niemal 6 godzin, co spowodowane było mnogością zadań, które wpłynęły na rozciągnięcie stawki. Padający deszcz dodatkowo wprowadził niepewność czy zjechać z trasy i zdobywając punkty stracić czas i suchość ubrania. Zapewne niektórzy marząc już tylko o imprezie, pomknęli autostradą na metę pierwszego etapu Rage-Race 2008. W Krakowie na załogi czekało kilka typów przygotowanych zadań. Tajemnicze koperty z ich opisem poukrywane były w specjalnie udostępnionych przez Lexus-Kraków pojazdach. Do najprostszych zadań należało niewątpliwie zaparkowanie nowoczesnego, nafaszerowanego elektroniką Lexusa LS600h L nie używając przy tym kierownicy. Oczywiście było to możliwe dzięki specjalnemu systemowi automatycznego parkowania. Wielu jednak nie miało tyle szczęścia i w sprinterskim tempie musiało biec do centrum M1 w celu zakupienia produktu o ściśle określonej cenie.

Najtrudniejszym zadaniem okazało się przyprowadzenie do organizatorów blondynki bądź brunetki odzianej w białe kozaczki. Miastu Kraków gratulujemy gustu! A Rage-Race?rom inwencji! Rozpoczęły się zakupy na wyprzedażach, namawianie przygodnych brunetek i blondynek na założenie gustownych "trzewików". Wszystkich przebiła jednak załoga Speed Hunters, która zakupiła dwie lalki Barbie... a białe kozaczki wykonała z taśmy.

Wszystkie zadania standardowo dostarczyły wiele funu, ale i na tym odcinku nie zabrakło dodatkowych atrakcji. Tuż po opuszczeniu checkpointu pod M1, Maserati 4200GT Cambiocorsa zaczęło wydawać z siebie bardzo niepokojący dźwięk. Podejrzenia padły na dyferencjał, który już w przeszłości sprawiał kłopoty sympatycznej załodze Hulakula. Warsztatem, który grubo po godzinie 21.00 przyjął na oględziny zawiedzionych Rage-Racer?ów był krakowski serwis Skoda- Emida. Gdy wszyscy myśleli, że Rage-Race 2008 zakończył się dla ekipy nr 57, mechanicy przynieśli wiadomość straszną, ale jednak pozytywną. Stan wschodnich dróg Polski sprawił, że odkręciło się koło, które w każdej chwili mogło odpaść... Na szczęście awarię stwierdzono przed wjazdem na autostradę i nie przeszkodziła ona w dalszej jeździe tego pięknego auta.

Finałowym odcinkiem pierwszego dnia Rage-Race 2008 była autostrada do Wrocławia, na której można było sprawdzić swoje możliwości jadąc w silnym deszczu, ale także nieco odpocząć przed finałową imprezą. Co poniektóre załogi w drodze weryfikowały jeszcze stan swoich punktów, i próbowały podreperować konto ekstra bonusem za udokumentowaną wizytę u psychiatry, co okazało się nie lada wyczynem.

Wrocław

Do Wrocławia rozpędzone załogi zaczęły zjeżdżać od około 22.00. Meta zlokalizowana była w samym centrum, przed wejściem do klubu Lemoniada. Kilka chwil w błysku fleszy na mecie i szybkie zakwaterowanie w hotelu HP Park Plaza. Stamtąd shuttle busy rozwoziły Rage-Racerów do klubu Lemoniada i Cocco Baru, który poza piaskiem, palmami, drinkami z parasolką pozwolił zabić wielkiego głoda. W Lemoniadzie odbyła się gorąca impreza, na której poza uczestnikami, w rytmie muzyki poruszały się przepiękne hostessy. Błoga świadomość, że następnego dnia start jest dopiero o 12 sprawiła, sprawiła że imprezowe szaleństwo zakończyło się dopiero nad ranem.

Dzień trzeci - 18 lipca Start - Wrocław

Trzeci dzień dał popalić każdemu, kto nasłuchał się o lekkim charakterze eventu, a organizatorzy zaskoczyli chyba samych siebie - Oczekuj nieoczekiwanego!

Rage-Race Baby! Nad morze przez góry! Tylko u nas do Międzyzdrojów przez Karpacz.

Ale droga do Karpacza nie mogła być normalnym przejazdem.

Zadaniem po drodze było odnalezienie parkingu, na którym Smartowcy zadawali podchwytliwe pytania dotyczące samochodów, którymi przyjechali uczestnicy. O dziwo, nie wszyscy wybrnęli bez strat punktowych. Zresztą trudno się dziwić, bo kto wie co oznacza nazwa jego samochodu po hiszpańsku?

Karpacz

Właśnie tutaj uczestnicy musieli sprawdzić swoją odwagę i sprawność fizyczną, a także psychiczną. Krew, pot i łzy nieodłącznie towarzyszyły zadaniom wymagającym przełamywania strachu i lęku wysokości. Sprawdzian - kto ma jaja, a kto tylko udaje? A wszystko to w Karpaczu.

Właśnie tam, w parku linowym zbudowanym wokół skoczni narciarskiej część zadań mroziło krew w żyłach. Desperaci udali się na zawieszone niemal 40 metrów nad ziemią wahadło i oddali skok w przepaść asekurowani jedynie dynamiczną liną alpinistyczną. Przy tym zadaniu zorbing z zeskoku skoczni, wąskie kładki na wysokości 20 metrów, czy ścianki wspinaczkowe to nic szczególnego. Ci, którzy przełamali strach zyskali dużo punktów i fantastyczne doświadczenie, natomiast ci, którzy stchórzyli będąc tam na górze, ciągnęli swój team w dół klasyfikacji punktowej. Wszyscy wzbogaceni o odpowiedni zastrzyk adrenaliny następnie skierowali się w stronę Polskiej kopalni złota.

Złotoryja

W tym niegdyś największym polskim skupisku złota, po odnalezieniu zabytkowej kopalni, w kasku ochronnym i pochodnią w dłoni, załogi udawały się na poszukiwania złotych sztabek. Poprzez szczeliny, często w pozycji bliskiej pół-horyzontalnej, licząc czas do wypalenia się pochodni, ekipy poznawały trudy pracy pod ziemią. Dzierżąc z trudem zdobyte sztabki, drużyny udały się do polskiego królestwa speedway-a, czyli na checkpoint...

Zielona Góra

W Zielonej Górze na większość uczestników czekał niemałe zaskoczenie - zadanie zatytułowane "Zielona Góra - Zielone Pojęcie". Organizatorzy w niebanalny sposób po raz kolejny sprawdzali inwencję i sposób radzenia sobie z problemami Rage-Race?rów. Każda z załóg została skierowana w pewne miejsce, w którym na hasło "Rage-Race" miała czekać na nich odpowiednia przesyłka bądź rzecz. Ku zaskoczeniu, nic na nikogo nie czekało, a mimo wszystko załogi musiały wykonać zadanie. Najczęstszą odpowiedzią na hasło "Rage-Race" było "nie mam Zielonego Pojęcia o co chodzi". Nie obyło się bez kilku telefonów do organizatorów z reklamacjami i próbami wyjaśnienia całego zamieszania. Mimo wszystko udało się zdobyć zaświadczenia o kontroli sanitarnej lokalów, potwierdzić ilość rosnących storczyków w miejskim ogrodzie, czy przedstawić zeszłoroczny repertuar teatru. Brawa dla naszych teamów.

Z Zielonej Góry trasa prowadziła przez Sulechów do Łagowa. Ale i tutaj nie obyło się bez niespodzianek. Choć w roadbooku wyraźnie zaznaczono, że po 10 kilometrach na uczestników będzie oczekiwał smart z dalszymi wskazówkami, to już po 4 kilometrach niektórzy posłuchali rad innej ekipy smarta. W ten sposób docierali do Łagowa dorabiając ponad 60 kilometrów wpuszczeni w przysłowiowe maliny. Ale za to bogatsi o tytuł "Malinowego-Króla".

W Łagowie

W tym pięknym miejscu, gdzie oprócz relaksacyjnego charakteru atrakcyjnego centrum wypoczynku można zwiedzić średniowieczny zamek, na uczestników czekało zadanie rodem z włoskiego miasta kanałów. "Śmierć w Wenecji" - czyli odnalezienie ludzi w łódce na środku jeziora. Nie wiadomo jak docierali do nich uczestnicy, ale wiadomo, że Pan Samochodzik miałby fory.

Następnie kolumna samochodów Rage-Race udała się prosto do Kostrzyna, gdzie przekroczyła granicę. W Niemczech każdy miał odnaleźć najbliższą granicy budkę telefoniczną i wykonać z niej połączenie na wskazany numer. Kto nie miał ze sobą EURO - miał problem. Musiał dobijać się do drzwi domów autochtonów nieco zszokowanych najazdem egzotycznych samochodów, blokować drogę prosząc o wsparcie przygodnych kierowców, albo jechać z powrotem do Polski! Die Ekipen aus Deutschland następnie przemieściły się do Chojny. Skołowane zadaniami i wyczerpane trasą głowy Rage-Racer?ów długo szukały odpowiedzi na pytanie, dlaczego więzień obchodzący z niezmienną prędkością i trasą kwadratowy spacerniak przemierza jeden bok w 80 sekund, drugi w 80 sekund, trzeci w 80 sekund, a przejście czwartego zajmuje mu 1 minutę i 20 sekund. Ci, którzy znaleźli odpowiedź otrzymali specjalny Raodbook, za którego pomocą miały dotrzeć do Szczecina zwiedzając okolice i kolekcjonując pieczątki w karcie drogowej. Wszystko by było bardzo sielankowe.... gdyby nie pora: około 1:00 w nocy. Ale trzeci dzień od początku realizowany był jako etap nocny.

Międzyzdroje

Męczący dzień 3 zakończył się w Międzyzdrojach w hotelu Amber Baltic. Ostatni na metę przybyli załoganci z ekipy Man in Black. Nieopdal Łagowa ich samochód zaatakował znienacka korzeń, zabrał przednie lewe koło i uciekł z powrotem do lasu! W tym samym niemal momencie pojawiły się dwa rosłe drzewa. Jedno gwałtownie zatrzymało Lexusa masakrując z nienawiścią błotnik, a drugie urwało i zabrało przedni zderzak... Przynajmniej tak brzmiała gorąca relacja ekipy, która na co dzień zajmuje się kontrolą Obcych na naszej planecie. Faktem natomiast jest, że następnego dnia team MiB wystepował już nieco bardziej in cognito, poruszając się wyrobem samochodopodobnym z etykietami zastępczymi.

Rage Race Baby!

Dzień 4 - 19 Lipca (ostatni) Międzyzdroje

Po ciężkim trzecim dniu nastąpił oczywiście dzień czwarty. Tym razem jednak obfitował on w lekkie, wypoczynkowe i relaksujące, nadmorskie zadania.

Zaczęło się już na plaży w Międzyzdrojach. Wyścigi skuterami wodnymi to wspaniały początek wakacyjnego dnia. Nie zabrakło oczywiście wspaniałej pogody i pięknych fanek Rage-Race!

Drugą morską falę zadaniową stanowiło Niechorze, gdzie z udostępnionej przez władze miasta latarni morskiej każda ekipa musiała dostrzec ukrytego w mieście Smarta, dotrzeć do niego i zaliczyć proste zadanie logiczne. Przydały się duże okulary, albo lornetka! Jak uczestnicy radzili sobie z ogromną kolejką turystów czekających na możliwość wejścia na szczyt?..wiedzą już tylko sami zainteresowani. Podobno było ekstremalnie ciekawie :)

Mielno

Kolejne na trasie przejazdu było Mielno. Tutaj na głównym deptaku pod fontanną w końcu uczestnicy musieli zadbać o estetykę przykurzonych nieco ponad 2000 km trasy pojazdów. Zadanie przygotowała firma Atom Promotion, której właściciel, Maciek "GRU" słynie z pedanterii z jaką podchodzi do wyglądu swojego śnieżnobiałego BMW 335 Cabrio. Przede wszystkim należało zatem umyć wszystkie szyby w swoim samochodzie. Zadanie teoretycznie nietrudne... o ile nie krzątają się wokół Ciebie cztery niebagatelnej urody piękności, które robiły wszystko aby odwrócić uwagę Rage-Race?rów od zadania... a czas płynął...

Ustka

Następną atrakcją na trasie była Ustka. Tutaj zadaniem uczestników było zdobyć kwit parkingowy... Nie do końca wiadomo kto ostatecznie przekonał Pana Parkingowego, że można zapłacić za postój, otrzymać stosowny kwit i NIE WJECHAĆ na teren parkingu! Ale trudno mu się dziwić, że poddał się presji ponad 40 załóg kolorowej kawalkady nękającej go z regularnością fal Bałtyku.

Łeba

Do Łeby pierwsze załogi dojechały już 15:30. Tutaj korzystając z gościnności najbardziej prestiżowego hotelu tego kurortu - Hotelu Neptun, Rage-race?rzy mogli zakosztować wykwintnej kuchni i zażyć relaksu delikatnie owiewani morską bryzą. Uroku naszemu pobytowi dodawało piękne słońce, które nastało po gwałtownej burzy. Ale chwile rozprężenia, szczególnie na trasie Rage-Race mają swoją cenę. Tutaj także na uczestników czekały wielkie manewry morskie... Tak przynajmniej napisali organizatorzy w opisie trasy... Na miejscu okazało się jednak, że nie Wielkie, tylko tyci tyci, nie morskie tylko basenowe i nie manewry tylko regaty zdalnie sterowanych motorówek. Ale poza tym wszystko się zgadzało!

Wyjechawszy z Łeby załogi musiały przejechać przez Wejherowo, aby na najlepszym w Polsce polu golfowym Sierra sprawdzić siłę i precyzję mięśni po już niemal 2500 km trasy. W drodze na metę zawodnicy odwiedzili jeszcze Skwer Kościuszki w Gdyni, gdzie pośród tłumów publiczności, została zweryfikowana ich wiedza na temat zasad ruchu drogowego. Co prawda lepiej późno niż później, ale niektórzy dowiedzieli się kilku całkiem nowych rzeczy

Rage-Race 2008 zakończył się imprezą w Gdańsku w klubie Parlament. Tutaj poznaliśmy zwycięzców

Pierwsze miejsce zajęli Krzysztof Wronowski i Tomasz Górnicki czyli Free&Fun Team 68.

To oni zaczęli pechowo od zgubienia koła w Warszawie. To ich organizatorzy pytali czy aby na pewno są w stanie zmierzyć się osiągającym max 100 km/h ekstremalnym Polarisem z 2500 km trasy. To oni docierali najpóźniej na metę, ale zaliczywszy WSZYSTKIE punkty kontrolne. Dzięki temu na mecie oprócz odebrania licznych nagród ufundowanych przez partnerów (Gadżety Ferrari od Martini i Shell, Zegarki Guess od TimeTrend oraz voucher na skok spadochronowy w tandemie z 4000 metrów od PETE Skydive) to właśnie im przypadł w udziale zaszczyt przekazania Rage-Race Jackpot.

Drugie miejsce zajęła jedyna w pełni kobieca załoga: Iga Płaza oraz Dominika Krysiak czyli DreamGirls team 80!

One także debiutowały, a niebieska RX-8 w każdej chwili znajdowała się w czołówce tak na trasie jak i w tabeli punktowej. Do szczęścia zabrakło tylko kilku punktów. Ale i tak olbrzymie gratulacje! Brawo Dziewczyny! Tak trzymać w przyszłym roku!

Na trzecim stopniu podium stanęli także debiutanci! Była to nieco przetrzebiona załoga Rudego 102... i to bez Szarika! Krzysztof Kiedrzyn i Maciej Świtała dzielnie stawiali czoła deszczom niespokojnym i potarganym sadom! Uśmiech z ich twarzy nie znikał nawet po zainkasowaniu kilkunastu punktów od Panów W Białych Czapkach za chwilę zapomnienia tuż przed Krakowem. To oni w najbardziej oryginalny sposób zaliczyli zadanie na białe kozaczki! Panowie, bez Was nie byłoby tak GRUBO!!!!

Tegoroczna edycja Rage-Race była naprawdę morderczą przejażdżką. Na mecie niektórzy stwierdzili, że było to coś w rodzaju rajdu Dakar w wydaniu GT. Już pierwszego dnia rywalizacja ustąpiła pracy zespołowej, a przygotowane zadania były jedną z nielicznych okazji do bliższego poznania się. Niestety pokonanie 2500 kilometrów po polskich drogach skutecznie wyssało siły witalne z większości Rage-Race?rów. I tylko wrocławska ekipa Hummera nie może narzekać na za małą dozę balangi w tegorocznej edycji Rage-Race. Do zobaczenia za rok! Rage-Race Baby!


Komentarze

Dodaj swój komentarz:




Partnerzy

Men Stream
FineLife

Newsletter

Chcesz być informowany o nowościach RAGE-RACE? Koniecznie wpisz swój adres e-mail poniżej!

dodaj usuń
AKTUALNOŚCI JAK WZIĄĆ UDZIAŁ W RAGE-RACE 2011?
Do uczestników Rage-RaceFirma Depend S.A. wyszła obronną ręką z nieprzyjemnych i nieoczekiwanych wydarzeń, które miały miejsce w lipcu 2011 r. Zostaliśmy zaskoczeni nieuzasadnionym atakiem na integralność Zarządu Spółki, ze strony najmniej oczekiwanej - niektórych członków Rady Nadzorczej.

czytaj dalej »

Zobacz jak zostać jednym z nas!